piątek, 19 marca 2010

W Gdyni nie ma przypadkowych ludzi

Tak dobrze się tu żyje, bo przed wojną przybywali do Gdyni ludzie odważni, ambitni, gotowi postawić wszystko na jedną kartę, by poprawić swój los własną ciężką pracą. Najwyraźniej przekazali te pozytywne cechy kolejnym pokoleniom.

Magię Gdyni stworzyli sami mieszkańcy. Ludzie pozytywnie nastawieni do otoczenia, przedsiębiorczy, gotowi do wyzwań, świadomi swojej wartości, pasjonaci, a przede wszystkim otwarci na innych i świat. To przyciąga do tego miasta kolejnych "takich", z których każdy ma wkład w specyficzną atmosferę Gdyni. Z takim kapitałem ludzkim nie trudno stworzyć wygodne i przyjazne miasto, które spełnia oczekiwania mieszkańców. Gdzie w Polsce na ulicy, w autobusie czy sklepie można spotkać tylu uśmiechniętych ludzi, co w Gdyni?

Daleki jestem od stwierdzenia, że w żadnym innym mieście w Polsce nie żyje się lepiej niż w Gdyni. Ale mogę zdecydowanie powiedzieć, że nigdzie w Polsce nie spotkałem się z tak silnym przywiązaniem do małej ojczyzny i tak wysoką świadomością lokalną. Większość gdynian, wprawdzie świadomych wielu problemów miasta, jest dumna z tego, gdzie mieszka. A warto wspomnieć, że prawie wszyscy mieszkamy tutaj nie dłużej niż dwa-trzy pokolenia.

W Gdyni mało kto znalazł się przez przypadek. Przed wojną przybywali tutaj ludzie odważni, ambitni, gotowi postawić wszystko na jedną kartę, by poprawić swój los swoją własną ciężką pracą. Najwyraźniej przekazali oni te pozytywne cechy kolejnym pokoleniom gdynian, a ci znowu czują wyjątkową "wdzięczność" za możliwości, jakie sami mogli sobie stworzyć w tym mieście.

Ja cieszę się, że mogę tutaj realizować swoje marzenia, że właśnie tutaj mam pracę. Mam możliwość spędzania wolnego czasu nie tylko na dyskotekach, mam komu kibicować, co obejrzeć w teatrze i gdzie pójść na spacer. Mam też okazję odwdzięczyć się miastu i innym jego mieszkańcom, działając w licznych organizacjach pozarządowych, a wszędzie mogę dojechać dzięki jednej z najlepszych w Polsce komunikacji miejskich. Pozostałe rzeczy potrzebne mi do szczęścia zależą już tylko ode mnie.

Autor: Paweł Różyński

Artykuł ukazał się z Gazecie Wyborczej, w dniu 25 października 2007 roku.

2 komentarze:

  1. Panie Rozynski,
    Kto Panu ZABRONIL "wspomniec" w SWOJEJ Ksiazce o Rodzinach - pomijajac Moja>
    Ojciec WYBUDOWAL SYSTEMEM SZKIELETOWYM PIERWSZA Kamienice w Gdyni - Polsce.
    Moji Rodzice Florentyna z Leonem "PODAROWALI" miastu kilka HEKTAROW (DZIALEK) i to w Centrum Gdyni (Ul. Abrahama, Wladyslawa IV itp.
    Cos nie tak z Panem ZNAJOMOSCIA RODZIN GDYNI Zapominajac - omijajac Rodzine Dorsz: -Moj Ojciec Leon (zginal smiercia "nagla" czyli ZAPLANOWANA po Dwoch miesiacach mojego "wyjazdu" z Polski. "ISTO DOI MUITO" czyli boli i to BARDZO;.

    Leo Dorsch - przesylam Panu i Gdynianom pozdrowienia z Brazylii.

    PS. przy okazji Pan powinien poznac nasza Kamienice na Skwerze Kosciuszki 15 - mam zdjecie Skweru (kamienica jeszcze SOLO - jezeli Pana interesuje ZDJECIE Skweru - najladniejszego w Europie prosze o Panski email - moj leodorsch12-malpka yahoo.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie dziekuje,

    Leo Dorsch

    OdpowiedzUsuń